TAKIE tam...
BOJOWY a OBRONNY - różnica
Trudno rozróżnić
Każda grupa ras ma swoje konkretne przeznaczenie (mniej lub bardziej elastyczne). Ale o ile wiemy, jak tłumaczyć określenie „pies pasterski” lub „pies myśliwski”, o tyle rozróżnienie między obronnym a bojowym bywa znacznie trudniejsze do zrozumienia. Tymczasem podział jest wyraźny.
Jeden broni, drugi walczy
Różnica semantyczna niby niewielka, ale jeśli ktoś obrazowo odmaluje nam przykład, gdy dzielny czworonóg staje w obronie pana zaatakowanego przez bandytę, a drugi pies na rozkaz skacze do gardła innemu, gremialnie stajemy po stronie zębatego ochroniarza. Bo przecież szlachetny, wierny i pomocny, a nie krwiożerczy jak tamten agresor. Problem w tym, że rozsądniej byłoby bać się psa obronnego niż bojowego.
Lubimy groźne
Potwierdzają to statystyki. W Polsce sprawcami większości pogryzień są zwykłe, niepodobne do żadnej rasy mieszańce, a zaraz za nimi plasują się… owczarki niemieckie oraz psy w ich typie. A potem rottweilery. Obie te rasy specjalizują się między innymi w sportach obronnych, znane są z silnego instynktu terytorialnego, z potrzeby odganiania intruzów zarówno od domu, jak i od stada uznanego za rodzinę.
Straszne bestie?
Tymczasem strasznych czworonożnych bestii o zacisku szczęk trzech ton na centymetr kwadratowy (w rzeczywistości jest to kilkaset kilogramów, tyle samo co u owczarka), czyli amstaffów, pit bulli i bullterrierów, w ogóle nie ujmuje się w zestawieniach, bo z ich strony przypadki pogryzień ludzi zdarzają się relatywnie rzadko – choć nierzetelne doniesienia medialne stwarzają zupełnie inne wrażenie.
Strach wynika z niewiedzy
Irracjonalny strach oraz niechęć granicząca z nienawiścią wynikają więc nie z faktów, tylko z tego, że nadal nie wiemy, na czym dokładnie polega odmienność psa, który broni, od tego, który walczy. Instynktownie przeraża nas wizja zwierzęcia atakującego zaciekle na jeden rozkaz. Dlatego absurdalnie wolimy, by to czworonóg sam zadecydował, czy właśnie należy okazać wrogość.
Ochrona (nie)konieczna
Cieszymy się, gdy pupilek warczy groźnie na człowieka obejmującego nas znienacka, gdy, szczekając na całe osiedle, broni ogrodu albo zostawionej do pilnowania torby, gdy startuje do nieznajomego przechodzącego za blisko podczas nocnego spaceru. Chwalimy wtedy zdolnego bodyguarda, ciesząc się, że w razie potrzeby ochroni nas przed niebezpieczeństwem.
"Bierz go!"
Dla kontrastu, ludzie, którzy chcą sobie wychować gladiatora, zachęcają go – równie bezmyślnie – do agresji, ale… na rozkaz. Szczują nim zwykle psy lub inne stworzenia, by popisać się toczącym pianę brytanem. Jest to samo w sobie niebezpieczne, ponieważ tak czy inaczej rozbudza agresję, jak również chore i nielegalne, a mimo wszystko mniej niebezpieczne niż zachęta do atakowania ludzi „w obronie” pana.
Zagrożenie związane z psem-ochroniarzem polega bowiem na tym, że zwykle to on podejmuje decyzję, kiedy należy zareagować. Łatwo może dojść do sytuacji, gdy zwierzę zaatakuje staruszka, który przewrócił się w zbyt bliskiej od nas odległości, co pies ocenił jako napaść, albo pogryzie dziecko wchodzące do ogrodu. Tak postąpi pies obronny, nie bojowy.
Nie będzie walczył z człowiekiem
Jest jeszcze jedna strona medalu. Prawdziwy pies bojowy ma ogromne opory przed zaatakowaniem człowieka. Trzeba przyznać, że zwierzęta te mają we krwi dystans, często niechęć lub nawet wrogość do swoich czworonożnych pobratymców, natomiast ludzi darzą miłością odruchową i bezgraniczną, przewodnika uważają za guru, a każdego przechodnia za potencjalnego przyjaciela, który zaraz zacznie głaskać i da się polizać po twarzy.
Pies bojowy bezpieczniejszy
Wynika to w dużej mierze z ich pierwotnej użytkowości, gdy walczyły na arenach. Czworonożny wojownik musiał być zrównoważony i opanowany, odstępować od walki na jeden rozkaz lub dać się rozdzielić gołymi rękami osoby wchodzącej na ring – a wszystko to bez jednego warknięcia w stronę ludzi.
Trzeba wielkiej brutalności i planowego treningu, by takiego psa skłonić do zrobienia krzywdy człowiekowi. Nie jest to łatwe i, biorąc pod uwagę liczebność pit bulli, bullterrierów oraz amstaffów, zdarza się niezmiernie rzadko.
Najlepiej nie uczyć agresji
Z drugiej strony, psy obronne nie mają takiej blokady. One również kochają ludzi, ale tych swoich. Wszyscy obcy są potencjalnymi wrogami, wobec których zwierzę „broniące” swojego stada nie zawaha się stanąć do walki.
Znów do głosu dochodzi genetyka. Molosy walczyły przecież nie z innymi psami, tylko na polach bitwy. Zagryzały żołnierzy przeciwnej strony ku ogólnej uciesze i aprobacie. Przedstawiciele ras pasterskich bronili z kolei stad przed każdym, kto za bardzo się zbliżył – czy był to lis, czy wilk, czy człowiek. Jeśli więc pit bull ma we krwi agresję do psów, wypadałoby powiedzieć, że owczarek ma we krwi agresję do (obcych) ludzi.
Źródło: www.wp.pl www.ulubiency.wp.pl


